Ostatnio dokonałam ciekawego odkrycia…

Dużo się mówi w Internecie o byciu dobrym dla samego siebie i byciu swoim przyjacielem. W końcu „Kochaj bliźniego swego, jak SIEBIE samego” wszystko super, tylko okazało się w moim przypadku, że czasem jestem względem siebie w miarę dobra, czasem bardziej sympatyczna, jednak tak ogólnie w moim całym życiu to JESTEM DLA SIEBIE OKRUTNA.

SZOK.

Może większość ludzi na tej Ziemi jest dla siebie dobra. Piszę to jednak do tych osób, które nie do końca wiedzą jak odnoszą się same do siebie. Zszokowało mnie moje odkrycie. Co ciekawsze byłam dla siebie okrutna latami. Ponad miarę wymagająca i krytyczna. Okrutniejsza niż większość osób, która sprawiła mi kiedyś jakąś przykrość. Zrozumiałam, że tak nie można, w końcu jestem córką Króla. Mam być swoim przyjacielem a nie poganiaczem. Zamknęłam się w świecie powinności i zwrotów muszę. Doprowadziłam się do stanu, w którym chodzę na rozluźnianie mięśni przepony, bo w ciągu krótkiego czasu podjęłam zbyt wiele decyzji życiowych. Naliczyłam 7 dużych zmian ( ślub, remont, dziecko 1, dziecko 2, studia, praca 1, praca 2) . To musiało skończyć się MEGA CHAOSEM. Nie żałuję żadnej z tych decyzji, błędem było tylko zrobienie wszystkiego prawie jednocześnie. Bo byłam właśnie swoim poganiaczem: dawaj, wyciskaj, wytrzymasz. Wytrzymałam. Tylko nie polecam. Tak jak już Wam pisałam zamknęłam ten etap wraz z zakończeniem roku 2018 (ROK 2018 PORA SIĘ POŻEGNAĆ) .
Obecnie wychodzę z chaosu. Jest to jeden z najtrudniejszych zakrętów w moim życiu jak do tej pory. Myślę, że nie ostatni. Pomalutku wychodzę na prostą. Piszę Wam to, ponieważ życie nie jest różowe, a Internet jest perfekcyjny. Dlatego przyda nam się trochę rzeczywistości w tym Internecie. Tak zwyczajnie, po prostu.

W związku z tym wszystkim co się u mnie działo, postanowiłam się relaksować. Co to jednak jest relaks w moim wydaniu? Co lubię robić dla relaksu? I tu kolejne moje odkrycie: Nie wiem co mnie relaksuje???

Od 3 zaufanych osób dostałam „nakaz” uspokojenia się i rozluźnienia. Hmmm… Jedna z osób zaleciła mi spacery.

1. Spacer
Tak wyglądał mój 9 minutowy spacer, po którym pędem wracałam do domu przed wichurą i deszczem. Matka dwójki dzieci często ma pod górę jeśli chodzi o relaks. 🙂 Spacer miał trwać 40-60 minut Hehe 🙂


Na szczęście zdążyłam dojść do domu.

2. Czytanie książek
To mój ukochany sposób, który znam od dawna. To jest życie!

3. Spokojna muzyka
Zaczęłam ją sobie włączać podczas pielęgnacji wieczornej lub w łóżku przed zaśnięciem. Fajny bajer.
4. Ćwiczenia fizyczne
W moim przypadku muszę dać sobie z nimi spokój na jakiś czas, mogę się tylko rozluźniać wg moich 2 rehabilitantów.
5. Domowe SPA

6. Spotkania w gronie życzliwych osób
Ja bardzo chętnie, jak tylko mam z kim zostawić dzieci.

Czy przeżywacie teraz bardziej napięty czas? Jakie macie metody relaksu?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *